W weekend mieliśmy małą przygodę. Pojechaliśmy do mamy i zapalić znicze na grobie Taty. Dojeżdżając czuliśmy, że coś się dzieje z samochodem. Potem mieliśmy obawy czy wrócimy nim do domu ( 280 km). Obawy się potwierdziły - samochód zaczął szwankować po 20 kilometrach podróży, musieliśmy zawrócić. Zastanawialiśmy się co zrobić w takiej sytuacji, mechanika nie złapiemy, jest niedziela, w poniedziałek trzeba iść do pracy a dzieci do szkoły. Ostatecznie wsiedliśmy w taty samochód i przyjechaliśmy jakoś do domu choć samochód ma 19 lat i ma opony też 19 letnie , nie mówiąc o innych "urokach" stanu technicznego, takie retro.
No i by się wydawało nic takiego. Dla mnie tak nie do końca - nigdy nam się samochód w trasie nie zepsuł. Tata u nas na nowym był tylko raz na komunii małego teraz w maju. Teraz jego samochód stoi w naszym garażu. Jego energia przyjechała z nami do nas. Może chciał "zobaczyć" czy u nas jest faktycznie wszystko w porządku, lub zwyczajnie "pożegnać" się co nam się nie udało przed śmiercią.
